Frania,batony ,go³e baby......

Historia, którą jeszcze pamiętamy

Moderator: jedrek

Frania,batony ,go³e baby......

Postautor: jedrek » ndz maja 13, 2007 7:37

Artyku³ z G.W.
Gazeta Wyborcza - 12/04/1996







LESZEK K. TALKO

Szczê¶cie z Frani±







Kiedy¶ znika³y b³yskawicznie. Dzi¶ nie pasuj± do eleganckich sklepów, ale na wsiach i w miasteczkach nadal robi± furorê. I za chwilê podbij± ¶wiat, a przynajmniej Amerykê Po³udniow±

Jadwiga Baranowicz pamiêta ten dzieñ do dzi¶. By³a wiosna 1955 r. M±¿ wyszed³ do pracy. Na³o¿y³ kapelusz i przypomnia³, ¿e dzi¶ losowanie. Wzruszy³a ramionami - przecie¿ by³a tylko jedna na ca³e Biuro Projektów Komunalnych - 150 osób. Nie wierzy³a, kiedy wróci³ i powiedzia³, ¿e bêd± j± mieli.

Potem by³o pó³ roku oczekiwania i wreszcie wiadomo¶æ - ju¿ jest.

- Zamówili¶my doro¿kê. Przez pó³ miasta j± wie¼li¶my. Przed domem czekali s±siedzi, przyjecha³a rodzina. Wnie¶li¶my j± do mieszkania. S±siedzi zostali, ¿eby zobaczyæ, jak to robi pierwszy raz. By³o ciasto, herbata. W sumie to jedno z wiêkszych wydarzeñ tego roku.

Maria Snaglewska próbowa³a wszystkiego: znajomo¶ci, kwiaty, bombonierki - i nic. A¿ wreszcie - by³ rok 1982 - znajoma szepnê³a w tajemnicy, ¿e mo¿na spróbowaæ na te¶ciow± inwalidkê. Pulê dla inwalidów trzyma wojewoda.

- To siê przed³u¿a³o, wreszcie pojechali¶my na urlop, a tu nagle dzwoni znajoma: - Wracajcie, ju¿ jest. Przerwali¶my urlop i przyjechali¶my do Warszawy.

- Pojecha³am z mê¿em, a kierownik nam mówi, ¿e wydaæ j± mog± tylko te¶ciowej. No to z powrotem do domu, te¶ciow± w samochód i do kierownika. Uda³o siê, dostali¶my j±, ale pod warunkiem, ¿e bêdzie w mieszkaniu inwalidy. Te¶ciowa jej nie chcia³a, ba³a siê, ¿e sobie z ni± nie poradzi. Wiêc trafi³a do nas. D³ugo jeszcze bali¶my siê kontroli. By³ stan wojenny, móg³ przecie¿ przyj¶æ patrol i skontrolowaæ, ¿e nam siê nie nale¿a³a.

- Teraz jest u siostry. Ju¿ na emeryturze, pracuje tylko przy wyj±tkowych okazjach. Siostra nie mo¿e siê jej nachwaliæ.

El¿bieta Ossoliñska w koñcu lat 70. leczy³a ekspedientkê ze sklepu spo¿ywczego. Ekspedientka odwdziêczy³a siê kilogramem kawy. Ossoliñska kawy nie lubi³a, a chcia³a mieæ pralkê. S±siadka mia³a kilkuletni± Franiê, w³a¶nie kupi³a automat, a lubi³a kawê. S±siadka dosta³a wiêc kawê, a El¿bieta Ossoliñska zosta³a w³a¶cicielk± Frani.

Jako¶æ wirowania nie ma sobie równych

Trudno sobie wyobraziæ prostsz± konstrukcjê. Obudowa, wewn±trz silnik. Jeszcze sznur, prze³±cznik i to wszystko. Sznur wtyka siê do gniazdka, prze³±cznik wciska, gor±c± wodê z proszkiem wlewa. Brudne rzeczy do ¶rodka i ju¿. ¯adnych programów, instrukcji, prania z góry, z do³u, na sucho albo na zimno, z b±belkami albo bez. 40 lat temu pralka wirnikowa Frania zrewolucjonizowa³a polskie pranie.

W latach 70. Franie powstawa³y w kilku fabrykach i zawsze by³o ich za ma³o. Pod koniec lat 70. w Kielcach zbudowano ostatni±. A od tego czasu powsta³y miliony ¦wiatowitów w myszkowskiej fabryce naczyñ emaliowanych. Prócz nazwy nie ró¿ni± siê od Frani prawie niczym - dawniej ocynkowany bêben jest teraz emaliowany. A i tak wszyscy mówi± o nich Frania.

Myszkowska Frania nawet chcia³a siê modernizowaæ. Pojawi³y siê modele z wy³±cznikiem czasowym - zamiast zdawaæ siê na wyczucie, wystarczy nastawiæ piêæ, dziesiêæ czy 15 minut - zupe³nie jak w minutniku do gotowania jajek. Dosz³a grza³ka i do Frani nie trzeba ju¿ by³o taszczyæ balii z wrz±tkiem. Ba, pewnego dnia wyprodukowano Franiê z wy³±cznikiem termicznym, na wypadek gdyby kto¶ zapomnia³ o praniu i wyjecha³ na miesiêczny urlop.

- A ludzie wydziwiaj±, ¿e po co. Na wsi nalej± wrz±tku i s± zadowoleni. A ka¿de ¶wiate³ko podra¿a koszty - zauwa¿a prezes Fabryki Naczyñ Emaliowanych Zbigniew Kilanowski. ¦wiate³ko by³o w prze³±czniku. ¦wieci³o, kiedy Frania pra³a. Klienci stwierdzili, ¿e to bez sensu. Przecie¿ bez ¶wiate³ka wiedz±, kiedy pior±, a kiedy nie.

Ze ¶wiate³ka zrezygnowano i próbowano Franiê zmodernizowaæ kolorystycznie. Pojawi³y siê krótkie serie Frañ niebieskich, a nawet seledynowych. Rynek podszed³ do nich nieufnie. Trzeba by³o wróciæ do bia³ych.

Tak wiêc Frania na skutek sprzeciwu rynku nie unowocze¶ni³a siê.

- Ostatnio ma³o kto wy¿yma, wiêc Franiê unowocze¶niono przez rezygnacjê z wy¿ymaczki - wyja¶nia Kilanowski.

Ale trzy kontenery zakurzonych wy¿ymaczek stoj± - tak na wszelki wypadek - obok linii, z której dostojnie zje¿d¿aj± Franie.

Na linii jak kiedy¶ - najpierw jedzie obudowa, silnik do ¶rodka, sznur, karton i w ¶wiat. Je¶li kontrahent zechce - nawet razem z wy¿ymaczk±.

W ¶wiecie pralek wirnikowych istnieje istotne rozró¿nienie na pralki ob³e i kanciaste, ale daleko istotniejsze jest rozgraniczenie miêdzy pralkami saute i pralkami z dwiema komorami: w jednej siê pierze, w drugiej odwirowuje. Franie, jak ¶wiat ¶wiatem, robi³o siê oddzielnie.

Wirówka wygl±da zupe³nie jak pralka: kolor, sylwetka, wielko¶æ. Atesty naukowe dowiod³y za¶, ¿e jako¶æ wirowania we Frani-wirówce po prostu nie ma sobie równych.

- 2700 obrotów na minutê - zachwala prezes. - A taki automat ile mo¿e mieæ? 600? 800? Wiêcej nie da rady. Z Frani pranie wychodzi prawie suche.

W ¶wiecie u¿ywa siê Frañ do bardzo ró¿nych celów. Jednym z bardziej powszechnych jest miksowanie.

- Masa miniaturowych rozlewni funkcjonuje dziêki Frani - uwa¿a Jerzy Jasiewski, g³ówny technolog Warsowinu.

Proces technologiczny przebiega tak: sok, spirytus, wtyczka, prze³±cznik.

Rurk± s±czy siê ju¿ wino owocowe. A przynajmniej tak twierdzi domowy producent.

Wino owocowe szans± rolnictwa

- Wino owocowe to nie napój dla pijaków, ale szansa dla naszego rolnictwa - uwa¿a dyrektor Warsowinu Anna Wojciechowska. - No bo dlaczego nasze polskie jab³ka maj± byæ nie wykorzystane?

Kilkana¶cie lat temu, kiedy po Franiê sta³o siê w kolejkach, wino owocowe znane by³o jako "alpaga", "wino marki wino" albo "siara". Trochê ni¿ej ni¿ piwo, trochê wy¿ej ni¿ woda brzozowa. I te¿ sta³o siê po nie w kolejkach.

- Takie wino pije siê wszêdzie na ¶wiecie w domu, do obiadu, i stawia na stole, gdy przyjd± go¶cie - przekonuje Anna Wojciechowska. - A pan zaproponowa³by je go¶ciom?

- Raczej nie.

- No w³a¶nie. A przecie¿ wino owocowe robione w domu jest traktowane normalnie. A nasze jest ¼le traktowane. I to jest wina mediów.

Media przez d³ugie lata pokazywa³y w telewizji ponurych obszarpañców s±cz±cych wino pod chmurk±. A na dodatek podkre¶la³y wydrukowany na etykiecie drobnymi literkami napis: zawarto¶æ SO2 200 mg/litr.

- Musieli¶my tak pisaæ, tego wymaga³a norma - przysiêga Wojciechowska. - A przecie¿ do ka¿dego wina dodaje siê dwutlenku siarki. Jako konserwantu.

Zenon Kozidrak ma dzi¶ ma³± firmê przewozow±, a w ³azience postawi³ najnowszego Boscha. 15 lat temu mia³ Franiê, której u¿ywa³ do prania, a nie miksowania. Do eksperymentów spirytusowych s³u¿y³a mu skomplikowana aparatura z rurek i fiolek. Kiedy w latach 80. ze sklepów zniknê³y nawet owocowe wina krajowe, poczu³, ¿e musi wzi±æ sprawy we w³asne rêce. Studiowa³ wtedy historiê, nie chemiê, wiêc przez pierwsze tygodnie uczy³ siê na b³êdach. Pó¼niej wyprodukowa³ co¶, co ju¿ nadawa³o siê do picia. Oczywi¶cie wola³by Renetê - ale Renety od dawna nie widzia³ w sklepie.

- Nadal by¶my produkowali Renetê i Turonia. To by³y ¶wietne wina, ale musia³yby byæ dro¿sze ni¿ 1,50 z³ - twierdzi Jerzy Jasiewski.

1,50 z³ to taka zaczarowana granica, której wino owocowe nie ma prawa przekroczyæ, je¶li chce byæ sprzedawane. Wino rozlewane w stodole z Frani mo¿e na przyk³ad kosztowaæ 70 groszy.

W Polsce "siarê" pi³ - jak wynika³o z doniesieñ prasowych - margines spo³eczny, a za granic± sprzedawa³a siê ¶wietnie. Sz³o na przyk³ad do Stanów Zjednoczonych - g³ównie do polskich dzielnic Chicago i Nowego Jorku.

Na pocz±tku lat 80. Warsowin wyprodukowa³ nowo¶æ - wino wytrawne.

- Klienci zaprotestowali: pisali, ¿e kwas gêbê wykrêca, i musz± dos³adzaæ - opowiada Jasiewski.

Wino wytrawne zalega³o w sklepie. A przecie¿ wtedy znika³o wszystko oprócz octu.

Mo¿e dlatego, ¿e im wino s³odsze, tym mocniejsze? Pó³s³odkie jest s³absze i do dzi¶ idzie gorzej.

Sangria za to by³a s³odka i sta³a siê hitem. Powsta³a w laboratorium Warsowinu z wina gronowego, przypraw, aromatu cytrynowego.

- Bardzo nam smakowa³a. Trafili¶my w rynek - opowiada Jasiewski. - Ale ju¿ nie produkujemy, minê³a moda na Sangriê.

I w³a¶ciwie nikt nie wie dlaczego.

A Zenon Kozidrak zwiêkszy³ produkcjê i w 1983 r. zrobi³ pierwszy interes. Wymieni³ trzy butelki po Mazowszance wype³nione domowym winem na dziesiêæ rolek papieru toaletowego.

Rolki nie¶li¶my ze Zgag±

Po 1989 roku okaza³o siê, ¿e papier jest wyrobem przestrzennym i w magazynie zak³adów papierniczych w Konstancinie-Jeziornie starcza miejsca tylko dla 300 tys. rolek. Przed 1989 r. nikt o tym nie wiedzia³ - ca³a produkcja prosto z ta¶my trafia³a do sklepów.

Do dzi¶ nie wiadomo w³a¶ciwie, dlaczego papieru brakowa³o. Mo¿liwo¶ci s± dwie: albo robiono go za ma³o, albo ludzie kupowali za du¿o. Kraj ¿y³ papierem, a czê¶ciej jego brakiem, na ulicach widywano szczê¶liwców z wieñcem rolek na szyi.

Zenonowi Kozidrakowi czasem udawa³o siê kupiæ papier w sklepie z powodu suczki Zgagi. - Czêsto j± wyprowadza³em na spacer. Przechodzili¶my obok sklepu papierniczego, mia³em dobry przegl±d sytuacji. Zwykle sprzedawali po dziesiêæ rolek. Nawleka³em rolki na smycz i wiesza³em na szyi. Ile ³adnych dziewczyn mnie potem zaczepia³o: gdzie pan to kupi³? Z jedn± siê nawet umówi³em do kina. Raz suczka mia³a cieczkê, nie mo¿na jej by³o spu¶ciæ ze smyczy. - Ale i tak naniza³em papier na smycz i nie¶li¶my rolki razem ze Zgag±. Ja na jednym, ona na drugim koñcu smyczy.

Decyzje toaletowe zapada³y na najwy¿szych szczeblach. Trzeba by³o posiedzenia rz±du, ¿eby Konstancin do³±czy³ w 1977 roku do producentów papieru toaletowego.

Na oko papier z Konstancina jest taki jak dawniej. Zgrzebny, szary, nieatrakcyjny. Wygl±da jak ubogi krewny zagranicznych - ró¿owych, seledynowych, ¿ó³tych, pachn±cych.

- Jest bardziej miêkki, sprê¿ysty i bez dziur - podkre¶la Antonina Wi¶niewska, g³ówny technolog. - Zrobi³ siê bardziej sprê¿ysty od krepowania. A ca³kiem niedawno - w 1992 roku - dosta³ perforacjê.

Perforacja jest standardowa - co 14 centymetrów. Dlaczego akurat 14, tego nikt nie wie. W Polsce w³a¶ciwie nie trzeba by perforowaæ - i tak siê ¶wietnie sprzedaje. Perforowanie wymusili Niemcy, którzy zachwycili siê cen± i tym, ¿e papier jest ekologiczny - z makulatury.

Makulaturê zapewnia³y kiedy¶ Okrêgowe Przedsiêbiorstwa Surowców Wtórnych i szko³y. Od ilo¶ci zebranego papieru zale¿a³a ocena ze sprawowania na ¶wiadectwie. Za kilogram makulatury mo¿na by³o w punkcie skupu dostaæ rolkê papieru. Transakcja by³a op³acalna dla fabryki - z kilograma gazet mo¿na zrobiæ kilka rolek, by³a te¿ op³acalna dla klientów. Punkt skupu by³ jedynym miejscem, gdzie papier stale by³.

Ma³gorzata Dworakowska wspomina: - To by³o 11 lat temu. Dosta³am fuchê ze spó³dzielni studenckiej - sprzeda¿ papieru toaletowego w Supersamie. Ustawia³y siê dwa ogonki. W drugim sta³y m³ode matki i inwalidzi. Z pocz±tku sprzedawali¶my po 100 rolek, potem pomy¶leli¶my, ¿e to jednak niesprawiedliwe, i dawali¶my po 50, a wreszcie po 20 na g³owê. Kolejka by³a mi³a, ¿artowa³a i nikt nie krzycza³. Mo¿e dlatego, ¿e w Supersamie dostawy by³y spore.

- Mam sympatyczne wspomnienia. A¿ wstyd.

Jeden worek zawioz³a rodzinie do P³ocka. Mama by³a szczê¶liwa.

- Mieli¶my propozycje, ale worek by³ zbyt cenny. Nie wymienili¶my siê.

Mimo ¿e przelicznik na czekoladê by³ ca³kiem korzystny - rolka za tabliczkê.

Masa t³usta omija kartki

¯eby zrobiæ czekoladê, niezbêdny jest t³uszcz z ziarna kakaowego. ¯eby zrobiæ wyrób czekoladopodobny, trzeba mieæ t³uszcz z ro¶lin tropikalnych. Na pocz±tku lat 80. "przej¶ciowe trudno¶ci" z ziarnem kakaowym przerodzi³y siê w trudno¶ci nieustanne. Zosta³ tylko t³uszcz z rzepaku. W S³odyczce nie pamiêtaj± dok³adnie, kiedy przestawiono maszyny z t³uszczu kakaowego na t³uszcz kakaopodobny. S³odyczka to nazwa zak³adu, który woli pozostaæ anonimowy, poniewa¿ jego dyrekcja uzna³a, "¿e wyroby czekoladopodobne psuj± image firmy".

Wyrób czekoladopodobny mia³ inn± konsystencjê ni¿ czekolada i nijak do maszyny nie pasowa³, a nawet j± zatyka³. Tymczasem znikn±³ z rynku t³uszcz kakaopodobny i Katarzyna K³odawska (dzi¶ dyrektorka sprzeda¿y, wtedy technolog produkcji) musia³a b³yskawicznie rozwi±zaæ problem techniczny: jak z rzepaku zrobiæ czekoladê. Wymy¶li³a wyrób z masy t³ustej.

- Nazwali¶my to "wyrobem z masy t³ustej", bo tak przewidywa³a norma. Nie zachêca³o to mo¿e do kupowania, ale kto wtedy patrzy³ na nazwê - mówi Katarzyna K³odawska.

Masê t³ust± uzyskano najpierw w s³oiczkach - metod± garnczkow±, jako ¿e literatura fachowa nie wspomina³a, jak z oleju rzepakowego otrzymaæ czekoladê.

- Za którym¶ razem wysz³o - ¶mieje siê K³odawska.

Wyroby z masy t³ustej sprzedawano bez kartek. Natychmiast znika³y ze sklepów. Na dobre zniknê³y w po³owie lat 80., kiedy wróci³ t³uszcz orientalny i mo¿na by³o wróciæ do wyrobów czekoladopodobnych.

Powolny zmierzch sznurka

Mniej wiêcej w czasie, kiedy wyroby czekoladopodobne zdobywa³y rynek, Józef Radke z Radzymina pomaga³ rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa i poszukiwa³ sznurka. Mo¿na wymy¶liæ erzac czekolady, trudniej zast±piæ sznurek do snopowi±za³ki. Na szczê¶cie Radke nie mia³ dzieci, które domaga³yby siê kartkowego przydzia³u czekolady, i nie pali³. Uda³ siê z kilkumiesiêcznym zapasem papierosów i czekolady do znajomego z kó³ka rolniczego. Znajomy pali³ i mia³ dzieci, wiêc Radke wróci³ do domu ze sznurkiem.

- Sznurka brakowa³o, bo nikt go nie robi³ - lapidarnie wyja¶nia przyczynê corocznych k³opotów Andrzej Uciñski, wiceprezes ds. produkcji zak³adów Terplast w Sieradzu.

Terplast zacz±³ robiæ sznurek dwana¶cie lat temu. Ka¿da snopowi±za³ka musi mieæ sznurek, jak sama nazwa wskazuje, i to nie taki zwyk³y, ale z polipropylenu produkowanego przez rafinerie. Sznurek robiono wiêc wtedy, kiedy rafineria rzuci³a polipropylen.

K³opoty ze sznurkiem nie zniknê³y wcale po 1989 r. Sznurek, w przeciwieñstwie do czekolady czy wina, jest artyku³em sezonowym poszukiwanym przed ¿niwami.

- W sezonie to ka¿dy by chcia³ sznurka - wyja¶nia Uciñski. - Teraz jest coraz wiêcej kombajnów, coraz mniej snopowi±za³ek, wiêc problem ze sznurkiem sam zniknie.

K³opoty ze sznurkiem wystêpowa³y jeszcze trzy lata temu, a kto wie, mo¿e pojawi± siê znowu w tym roku?

Józef Radke sprzeda³ kilka lat temu gospodarstwo. Fluktuacje sznurka ju¿ go nie interesuj±. Teraz ma budkê na warszawskim bazarze. Sprzedaje to, co idzie, ale g³ównie ¶rodki higieniczne. Papier toaletowy (- Wzi±³em trochê tych pachn±cych, ale najwiêcej szarego), szampony, myd³a (- te, co reklamuj± w telewizji) i Brutala.

Na stanowisku kierowniczym niewiasta wzdycha

Brutala wzi±³ z sentymentu. Sta³ po niego w kolejce, zanim jeszcze zainteresowa³ siê sznurkiem do snopowi±za³ek. Zabrak³o, wiêc musia³ kupiæ z dwukrotnym przebiciem na bazarze. Nazajutrz mia³ randkê.

Narodziny Brutala ¶ci¶le zbiegaj± siê w czasie z rozpoczêciem produkcji szarego papieru toaletowego w Konstancinie. Decyzji nie podj±³ jednak rz±d, ale Zjednoczenie Przemys³u Chemii Gospodarczej "Pollena", "które bior±c pod uwagê du¿e zaanga¿owanie surowcowe i materia³owe zak³adu oraz mniejsz± dewizoch³onno¶æ preparatów w porównaniu z seri± Mefisto wyrazi³o zgodê na wprowadzenie serii mêskiej do planu "nowych uruchomieñ na rok bie¿±cy".

Tak zaczyna siê historia Brutala - wody koloñskiej, która rzuci³a wyzwanie ruchowi feministycznemu i jako pierwsza postanowi³a masowo upachniæ mê¿czyzn.

Reklama Brutala sprzed kilku lat przekonuje: "Emancypacja kobiet jest mrzonk±, prób± ucieczki przed natur±, odrzuceniem dominacji mê¿czyzny nad p³ci± piêkn±, sztucznym przeobra¿eniem ¶wiata (...). Nawet na stanowisku kierowniczym niewiasta wzdycha przygl±daj±c siê mê¿czy¼nie dobrze zbudowanemu, o szorstkim sposobie bycia. Uwielbienie dla og³ady znika, gdy pojawia siê zdecydowanie, brutalno¶æ".

- Bo¿e drogi, to chyba jaka¶ zakompleksiona baba napisa³a - Witold Fizyta z salonu Diora jest przera¿ony. - Yves St. Laurent czasem szokuje, ale nie obra¿a.

A prasa kilka lat temu pisa³a o prowokacji. Nie z powodu reklamy. Z powodu nazwy. Producent - Miraculum - z Krakowa broni³ siê: przecie¿ brutal mo¿e byæ s³odki.

Brutal by³ ¶wiatowy, wytwarzany ze sprowadzanych z Francji komponentów zapachowych.

- Widzia³em, jak kiedy¶ Francuzi i Polacy kupowali w Chinach te same olejki zapachowe. Tylko ¿e Polacy brali jak leci - mówi Fizyta.

- 15 lat temu zaczyna³em studia. Kilku bogatych kolegów szpanowa³o Old Spice'em, a ja marzy³em o Brutalu - wspomina Jan Tyczyñski, dzi¶ nauczyciel matematyki. - Nigdzie go nie by³o, a¿ wreszcie kupi³em dwa opakowania przypadkiem w kiosku. Po prostu sobie sta³.

W 1986 r. Brutal dostaje znak pierwszej jako¶ci. Pod uwagê wziêto "nowoczesno¶æ recepturaln±, opakowanie, standard wyrobu".

- ¯aden konsument nie przys³a³ reklamacji - opowiada Joanna Worek, szefowa marketingu. - W 1989 wypu¶cili¶my dezodorant Brutal w atomizerze. ¯eby by³o ekologicznie, teraz jest bezfreonowy.

Wszystkie Brutale pachn± jak na pocz±tku. "Subtelnym aromatem korzenno-zio³owym".

Zmieni³a siê tylko butelka. Najpierw przezroczysta, pó¼niej czerwona, potem znowu przezroczysta, ale za to bardziej kanciasta. - To ¶wietny zapach, taki mêski - chwali Anna Doñda z dzia³u badawczego Miraculum. - M±¿ go uwielbia.

- By³a taka moda, ¿eby mê¿czyzna pachnia³ alkoholem - mówi Fizyta. - W Polsce to posz³o w przesadê.

Bo Brutal to jak wszystkie perfumy w wiêkszo¶ci alkohol. Tyle ¿e w przeciwieñstwie do perfum od Versace czy St. Laurenta w Brutalu nie u¶wiadomiony nos wyczuje wy³±cznie alkohol.

Rok po zakupie Brutala Tyczyñski pojecha³ na winobranie do Francji. Kupi³ sobie prawdziwe d¿insy i prawdziwego Old Spice'a. Do Brutala ju¿ nie wróci³.

- Chocia¿ zabiera³em go jeszcze przez kilka lat w góry - przypomina sobie. - Rewelacyjnie odstrasza³ komary.

- Je¶li go porównaæ z Old Spice'em, to Brutal ma swój wyraz, a Old Spice to taki wyrób perfumopodobny - twierdzi Witold Fizyta, jeden z wa¿niejszych autorytetów w Polsce, je¶li chodzi o zapachy.

Do czego s³u¿y przedzdajacz

Frania, która schodzi z ta¶my, wygl±da niemal tak samo jak 30 lat temu. Zmieni³a siê tylko w ¶rodku. Dno, dawniej p³askie, teraz jest sko¶ne i pranie nie tylko siê obraca w poziomie, ale jeszcze z góry na dó³. Mo¿na by rzec - trójwymiarowo.

Prezes Zbigniew Kilanowski uda³ siê ostatnio dla zbadania rynku do RPA.

- Z badania wynik³o, ¿e Murzyni poszli do pracy, zaczêli zarabiaæ i chc± sobie kupiæ pralki. Wiêkszo¶æ chcia³a pralki w typie Frani.

Myszków zacz±³ wiêc my¶leæ o uruchomieniu w Afryce montowni Frañ.

Na razie fabryka dysponuje raportem warszawskiego instytutu Predom, który porówna³ jako¶æ prania we Frani i wiod±cych pralkach. Te najdro¿sze, za 1500 z³, dorównuj± Frani. Inne zosta³y w tyle.

W Myszkowie nie poprzestano na Franiach. Dzia³ badawczy wymy¶la, co jeszcze mo¿na zacz±æ robiæ. Myszków robi³ ju¿ ró¿ne rzeczy: zdarza³y siê ³y¿wy, rowery i przedzdajacze - tajemnicze niewielkie naczynka, które nie bardzo wiadomo, do czego s³u¿y³y. - Chyba do sprawdzania, czy mleko jest dobre - zastanawia siê prezes Kilanowski. Potem przysz³y garnki, grille, przewinê³o siê dziwne wiaderko ze smoczkiem - poide³ko dla cielaków na eksport do Niemiec. Ale najlepiej id± cynkowane wiadra, w ka¿dej ilo¶ci, i Franie.

Po³owa wiader idzie na eksport - najwiêcej do Kazachstanu.

- Rosyjskie wiadra ciek³y, a nasze s± uniwersalne. Wszystko w nich mo¿na nosiæ - wyja¶nia prezes niespodziewany sukces wiader. - W Kazachstanie Franie te¿ s± potrzebne. W³a¶nie szukamy doj¶cia.

Wiadra produkuje siê w starej hali w oparach cynku. Nikn± w paruj±cej masie metalu, potem trafiaj± pod m³ot wyklepywacza. A tu¿ obok powstaje nowoczesna hala, w której bêd± montowane supernowoczesne pralki Zanussi, ³adowane od góry.

- Ale Franie nie znikn± - uspokaja prezes. - Nigdy.

Nik³a przydatno¶æ go³ego biustu

Wino owocowe, je¿eli nie jest winem rozlewanym Frani±, powinno fermentowaæ trzy tygodnie w kadzi, a pó¼niej jeszcze pó³ roku le¿akowaæ.

W piwnicach Warsowinu stoj± rzêdem olbrzymie beczki. W nastêpnej piwnicy filtrownia. Dwóch robotników dogl±da filtruj±cego siê Cherry - napoju winopodobnego z jab³ek i wi¶ni.

Laboratorium Warsowinu wygl±da tak, jak powinno wygl±daæ laboratorium: panie w bia³ych kitlach przelewaj± ciecze z menzurki w menzurkê. W szafach fiolki i s³oiczki z esencjami, ga³k± muszkato³ow±, cynamonem, go¼dzikami. Miesza siê, próbuje, czasem co¶ wychodzi. Jak z Sangri±.

- Kiedy¶ zaopatrywali¶my ca³y ¶wiat - kiwa g³ow± Jasiewski. - Teraz w³a¶ciwie nie ma potrzeby zaopatrywania ¶wiata. Wszystko, co zrobimy, sprzedaje siê w Polsce.

I to mimo konkurencji ma³ych wytwórni, które zala³y sklepy napojami winopochodnymi o egzotycznych nazwach: "vino originali italiani", swojsko brzmi±cym "jabcokiem" czy "wielkim kacem", które kusz± zdjêciami go³ych biustów na nalepkach.

Producenci pisz± na etykiecie malutkimi literkami: "minimalna zawarto¶æ alkoholu 6 proc.", a wielkimi "18 proc." - zawarto¶æ teoretycznie maksymaln±. W ¶rodku czasem dro¿d¿e, niekiedy ocet i cukier.

Ale biusty kusz±. Hurtownicy zaczêli przekonywaæ Warsowin, ¿e wino lepiej by siê sprzeda³o, dajmy na to, ze zdjêciem Pameli Anderson i chwytliw± nazw± - nie zwyk³e "Cherry", ale "S³odka Basia" albo "Czar so³tysa". Przecie¿ wielk± popularno¶ci± ciesz± siê napoje: "Mocna ¿yleta", "Krêcio³", "Ogromna moc" albo "Nie tylko dla rogaczy".

- Takie co¶ by³oby poni¿ej naszej godno¶ci - zarzeka siê Anna Wojciechowska. - Nigdy nie zrobimy takiej etykietki.

Tak wiêc wino z Warsowinu ma etykietki zupe³nie zwyk³e - tak jak kiedy¶. Bez zdjêæ i rysunków.

A sprzeda¿ jednak ro¶nie.

- Go³e baby okaza³y siê niepotrzebne do promocji - kwituje Jasiewski.

Dobrowolny powrót do szaro¶ci

- W 1990 r. okaza³o siê, ¿e wszystkiego jest za du¿o - nawet papieru - opowiada Tadeusz Skorupa, dyrektor sprzeda¿y zak³adów papierniczych w Konstancinie.

Sklepy zarzucono papierem z importu i okaza³o siê, ¿e papier toaletowy nie zawsze jest szary. Mo¿e byæ b³êkitny, brzoskwiniowy albo w kwiatki.

Papiernia w Konstancinie zareagowa³a szybko. Do papierowej pulpy zaczêto dodawaæ ró¿owej farby. Szary papier nagle sta³ siê ró¿owy, choæ nie by³ to ró¿ ortodoksyjny, bo z mieszania wysz³o co¶ przypominaj±cego fiolet.

- Nie by³ ³adny, wiêc wrócili¶my do szaro¶ci - wspomina Skorupa.

Kilkana¶cie lat temu szary papier powstawa³ z szarej albo czarno-bia³ej makulatury. Teraz surowiec jest kolorowy, skrzy siê ok³adkami, kusi zdjêciami. W kilkumetrowych ha³dach piêtrzy siê pod wielk± wiat±. Dzi¶ papier bêdzie robiony z ksi±¿ek Josepha Rotha prosto z drukarni, skoroszytów z jakiego¶ biura, "Gazety Wyborczej", "Catsa" i "S³owa-Dziennika Katolickiego".

- Kiedy na makulaturê zacz±³ trafiaæ "Playboy", trzeba by³o stawiaæ stra¿ przy transporcie - wspomina Wi¶niewska. - Robotnicy zlatywali siê i wybierali pisma. Ale potem im siê opatrzy³o.

Makulatura bez sensacji wêdruje wiêc do kot³a. W zawiesinie powoli rozpuszczaj± siê tytu³y, pulpa z "Gazety" powoli miesza siê z pulp± z "Catsa", a "NIE" - z "Tygodnikiem Solidarno¶æ".

Weryfikacja S³odyczki

- W³a¶nie podpisali¶my wielki kontrakt - cieszy siê Katarzyna K³odawska, dyrektorka S³odyczki. - Dzisiaj Rosjanie zamówili batony nadziewane spirytusem.

Batony bêd± czekoladopodobne, ale spirytus prawdziwy. Ca³o¶æ o 20 proc. tañsza od batonu czekoladowego.

Na co dzieñ z ta¶my zje¿d¿aj± czekolady ze zwyk³ym nadzieniem.

- Nasza czekolada czekoladopodobbna z orzechami naprawdê jest znakomita - przekonuje dyrektorka. - Albo we¼my tak± z nadzieniem kasztanowym, albo z malag±. Pyszota.

- Prawdziw± malag±?

- No, esencj±. Ale zupe³nie siê nie czuje, ¿e to nieprawdziwa czeko- lada. A smakowo s± identyczne, jak 15 lat temu.

Ostatnio wyroby S³odyczki przesz³y weryfikacjê. Zrezygnowano z najgorzej siê sprzedaj±cych - kilkunastu czekoladowych i tylko dwóch czekoladopodobnych.

Kim naprawdê jest Brutal?

- Coraz bardziej zwiêkszamy produkcjê wyrobów czekoladopodobnych. W Polsce s± najbardziej lubiane w Bia³ymstoku. A na Wschodzie przepadaj± za nimi - chwali siê Katarzyna K³odawska.

Józef Radke w swojej budce na warszawskim bazarze przeprowadza³ przez ostatnie kilka miesiêcy symulacjê rynku. Z symulacji wysz³o mu, ¿e Brutal nie schodzi rewelacyjnie, ale ludzie kupuj±. Teraz m³odzi bior± to, co reklamuj± w telewizji - Old Spice'a.

- W Ameryce Po³udniowej uwielbiaj± Brutala - twierdzi dyr. Miraculum Roma Strzelska. - Najwiêcej sprzedajemy do Rosji. ¦wietnie siê rozchodzi w ma³ych miasteczkach.

Nikt nie przeprowadza³ badañ, kim jest przeciêtny u¿ytkownik Brutala albo konsument win owocowych. Sprzedaj± siê, i to wystarczy.

Marketing zaryzykowa³a tylko Frania.

O ¿yciu, praniu i nadziei

Okaza³o siê, ¿e Frania potrzebna jest tam, gdzie nie ma wody i gdzie istnieje silna tradycja - a wiêc na wsi.

- M³oda wiejska rodzina kupuje na pocz±tku drogi telewizor i tani± pralkê - mówi Joanna Uruska, szefowa marketingu.

W telewizji pokaza³y siê reklamy nowego Ariela - tym razem gospodyni z reklamy nie mia³a problemu ze zwyk³ym proszkiem wiod±cym na rynku i tym najlepszym. Mia³a problem, bo ¿aden nie pasowa³ do jej Frani. I nowy Ariel usun±³ ten k³opot.

U¿ytkownicy pisz± do fabryki listy. Radz±, jak praæ: "na pocz±tku praæ rzeczy najmniej zabrudzone, pó¼niej ¶rednio zabrudzone, a na koñcu brudne ubrania robocze. Oczywi¶cie wszystkie w tym samym proszku".

Prezes o wy¿szo¶ci Frani: - W automacie brud siê osadzi i zatka. A Frani nic zatkaæ nie mo¿e.

Z listów wiadomo, ¿e Frani u¿ywa siê do przygotowywania ciasta do gofrów, prania flaków ("z Frani wychodz± jak nowe"), rozlewania wina, bicia ¶mietany, mycia jajek.

- Wewn±trz jest emaliowana, wiêc nawet je¶li bije ¶mietanê, to nie zaszkodzi zdrowiu - podkre¶la prezes. - A do jajek nadaje siê znakomicie. Na jajku salmonella siedzi na wierzchu i Frania bez k³opotów j± sp³ukuje. A wyobra¿a pan sobie p³ukanie jaj w automacie?

Nie wyobra¿am sobie.

El¿bieta Ossoliñska, która dosta³a Franiê za kawê, dorobi³a siê kilka lat pó¼niej automatycznego Polara. Ale Franiê zostawi³a. Polar po kilku latach siê zepsu³, Frania pierze dalej.

Jadwiga Baranowicz, która Franiê wioz³a doro¿k±, pra³a do 1980 r., kiedy spali³ siê silnik, i jest to jeden z nielicznych udowodnionych przypadków zepsucia siê Frani.

Alicja Lesiak, która kupi³a Franiê po znajomo¶ci w 1956 r., opra³a w niej dwoje dzieci i wnuczêta.

- Teraz Frania pierze u syna. Ja mam Candy. Candy pierze dobrze, ale to tylko zwyk³a pralka.

Helena Urbañska z ma³ej wsi ko³o Lublina kupi³a Franiê w 1961 r. Napisa³a do fabryki list: "Tak sobie my¶lê, ile ta moja Frania wypra³a przez te lata rzeczy grubych i cienkich. Zestarza³am siê razem z ni±. Nie wiem, ile jeszcze bêdê ¿y³a i pra³a bez remontu, bo ta moja Frania w ogóle nie ma zamiaru przestaæ praæ.

Mam nadziejê, ¿e tak bêdzie zawsze.










GAZETA WYBORCZA - wybór tekstów
Awatar użytkownika
jedrek
Indiana Jones
Indiana Jones
 
Posty: 1258
Rejestracja: czw paź 09, 2003 0:00
Lokalizacja: Gliwice

frania..

Postautor: jedrek » pn gru 28, 2009 14:16

Tekst z Wikipedii

Frania – elektryczna pralka wirnikowa popularna w Polsce przed upowszechnieniem siê w latach 80. XX w. bêbnowych pralek automatycznych. W pralce wirnikowej bêben nie porusza siê natomiast woda i prana odzie¿ jest poruszana przez obracaj±cy siê wirnik.
Pierwsze serie pralek mia³y wirnik zamontowany na boku (¶ciance) pralki, o¶ silnika i wirnika wychodzi³y poza obudowê i na zewn±trz by³ mechanizm napêdzaj±cy z paskiem klinowym.
Pó¼niejsze wersje mia³y wirnik na dnie pralki, co by³o rozwi±zaniem praktyczniejszym (schowany mechanizm napêdu wirnika).
Frania by³a produkowana w wielu wytwórniach w kilku odmianach. Niektóre z nich posiada³y wy¿ymaczkê, w niektórych odmianach woda mog³a byæ podgrzewana w pralce, inne wymaga³y nape³niania wod± ciep³±. Z czasem nazwa Frania przyjê³a siê jako popularne okre¶lenie wszystkich pralek wirnikowych.
Pralka by³a produkowana m.in. w Zak³adach Wyrobów Metalowych w Kielcach (obok produkcji motocykli), jest produkowana nadal przez Myszkowsk± Fabrykê Naczyñ Emaliowanych "¦wiatowit" w Myszkowie.
Awatar użytkownika
jedrek
Indiana Jones
Indiana Jones
 
Posty: 1258
Rejestracja: czw paź 09, 2003 0:00
Lokalizacja: Gliwice

Postautor: GASIOR » pn gru 28, 2009 23:37

Zakładach Wyrobów Metalowych w Kielcach (obok produkcji motocykli)


A motocykle to legendarne SHL-ki 8) 8)

tylko szkoda że były takie drogie... :lol:
wszystko jest na http://www.google.com z naciskiem na "wszystko" :D
Awatar użytkownika
GASIOR
Mędrzec archiwista
Mędrzec archiwista
 
Posty: 390
Rejestracja: ndz paź 26, 2008 0:00
Lokalizacja: UK

Postautor: jarrybegood » czw sty 06, 2011 23:21

Taka Frania działa jeszcze u moich dziadków. Trzeba będzie pomyśleć nad jej wykorzystaniem w innych celach. ;-)




--------------------------------
narty włochy-sylwester w górach
jarrybegood
Poszukiwacz
Poszukiwacz
 
Posty: 1
Rejestracja: czw sty 06, 2011 1:00
Lokalizacja: Szczytniki

Postautor: SandokanGliwice » pt sty 07, 2011 22:21

Ja to mam do dzisiaj taką franię i normalny automat :) w automacie mama pierze nasze codzienne ciuchy natomiast frania przeznaczona jest do prania ciuchów roboczych mojego taty (mechanik samochodowy) i moich po wykopkowych brudów. Do dzisiaj sprawdza się nieźle a ten niezapomniany dźwięk wirnika działa na mnie kojąco :D
Awatar użytkownika
SandokanGliwice
Poszukiwacz
Poszukiwacz
 
Posty: 28
Rejestracja: wt sty 26, 2010 1:00


Wróć do Czas PRL

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron